Sztuka i Naród

Paweł Rodak
Trzebiński i „Sztuka i Naród”. Ze zbiorów Muzeum Literatury


„Sztuka i Naród” to nazwa pisma i środowiska – najważniejszego pisma literackiego okresu okupacji w Polsce i jednego z najważniejszych środowisk pokolenia wojennego, za które w polskiej historii literatury i kultury uważani są pisarze, artyści, myśliciele i działacze społeczni urodzeni około roku 1920 (jest ono czasami nazywane „pokoleniem Kolumbów” lub „pokoleniem Apokalipsy spełnionej”). Pokolenie wojenne nie było jednolite, zarówno pod względem literackim, jak i światopoglądowym. Tworzyły go różnorodne środowiska, w tym środowiska młodych socjalistów (m.in. wydające pisma „Płomienie” i „Droga”, gdzie publikowali Jan Strzelecki, Krzysztof Kamil Baczyński, Tadeusz Borowski), katolików (takich jak Władysław Bartoszewski, redaktor naczelny „Prawdy Młodych”) czy nacjonalistów. Do tych ostatnich jest zaliczane środowisko „Sztuki i Narodu”.

U źródeł powstania „Sztuki i Narodu” leży przyjaźń i konspiracja. Na jesieni 1940 roku rozpoczął studia polonistyczne pierwszy rocznik podziemnego Uniwersytetu Warszawskiego. Spotkali się na nim Andrzej Trzebiński [link], który wcześniej blisko przyjaźnił się ze swoim kolegą z Liceum im. Czackiego, Tadeuszem Borowskim, również studentem tego samego rocznika, oraz Wacław Bojarski, którego szkolnym kolegą był z kolei Władysław Bartoszewski. Właśnie Trzebiński i Bojarski, którzy wkrótce staną się najbliższymi przyjaciółmi, będą stanowili trzon redakcji przyszłego pisma. Po jakimś czasie dołączą do nich Tadeusz Sołtan i Tadeusz Gajcy, których Bojarski pozna przez Bartoszewskiego. Potem również najbliższy kolega Gajcego, Zdzisław Stroiński. Z pismem będą także związani Zbigniew Łoskot i Kazimierz Winkler. Wkrótce w „Sztuce i Narodzie” zacznie publikować Stanisław Marczak (później członek redakcji „Drogi’). Z pismem zwiążą się jeszcze Wojciech Mencel, Stanisław Ziembicki i Lesław M. Bartelski. Zdjęcia: tu może po jednym zdjęciu z czasów okupacji Bojarskiego, Trzebińskiego, Gajcego, Stroińskiego, Sołtana, Łoskota, Winklera, Marczaka, Mencla, Ziembickiego i Bartelskiego, jeśli są w zbiorach Muzeum Literatury.

Pismo będzie oczywiście redagowane, wydawane i kolportowane konspiracyjnie. Stanie się to możliwe dzięki kontaktom Bojarskiego, który wiosną 1941 roku zaangażuje się w działalność Konfederacji Narodu. To właśnie ta konspiracyjna organizacja, kierowana przez Bolesława Piaseckiego, a wywodząca się ze skrajnie nacjonalistycznej i antysemickiej przedwojennej ONR „Falangi”, rozciągnie nad „Sztuką i Narodem” patronat. W pierwszym okresie ważną rolę odegrają w nim dwaj działacze Konfederacji oraz przedwojenni publicyści prasy nacjonalistycznej – Onufry Bronisław Kopczyński i Włodzimierz Pietrzak. Kopczyński (rocznik 1916), kilka lat starszy od młodych polonistów – muzyk i kompozytor, o którym wspominano, że „czytywał partytury oper i symfonii, jadąc tramwajem, tak, jak inni czytają zwykłą książkę” (Zbigniew Łoskot), przed wojną działacz Ruchu Narodowo-Radykalnego Bronisława Piaseckiego, kierujący w jego ramach Polską Organizacją Akcji Kulturalnej i redagujący pismo „Ruch Kulturalny”. Pietrzak (rocznik 1913) – poeta i krytyk literacki, przed wojną również związany z Ruchem Narodowo-Radykalnym, a także publikujący w jednym z dwóch najważniejszych tygodników literackich Dwudziestolecia „Prosto z mostu”; w czasie wojny redaktor naczelnego organu KN, tygodnika „Nowa Polska”. To z nimi pozna swoich kolegów Wacław Bojarski.

 

Zanim jednak dojdzie do wypuszczenia pierwszego numeru „Sztuki i Narodu” odbędzie się seria konspiracyjnych zebrań, spotkań dyskusyjnych i wieczorów autorskich, na których młodzi twórcy i publicyści będą prezentowali i dyskutowali ich powstające teksty. Tak będzie to wspominał Trzebiński już po śmierci Wacława Bojarskiego:

Historie naszych wieczorów autorskich – kiedy myślę o tym teraz – były ładnymi w gruncie rzeczy historiami. A narodziny SiNu, wyłaniające się spomiędzy ciemnych zatok niepamięci, zawsze przywodzą na myśl coś bardzo biblijnego. Narodziny, które miały wiele zwiastowań w każdym razie. […] Pokoje były lodowate. Zebrania odbywały się w paltach, z nastawionymi kołnierzami i w rękawiczkach. Biliśmy od czasu do czasu hołubce, biegaliśmy naokoło stołu, gimnastykowaliśmy się na krzesłach… Trzeba było mieć dużo skupienia i powagi, aby nie zmienić wszystkiego w kabaret. (Andrzej Trzebiński, Wspomnienie o przyjacielu, w tegoż: Aby podnieść różę. Szkice literackie i dramat, wybór i oprac. Maciej Urbanowski, Warszawa 1999, s. 116-117)

(Andrzej Trzebiński, Wspomnienie o przyjacielu, w tegoż: Aby podnieść różę. Szkice literackie i dramat, wybór i oprac. Maciej Urbanowski, Warszawa 1999, s. 116-117)

A tak będzie Trzebiński na gorąco zapisywał w Pamiętniku wrażenia z wieczoru autorskiego, który miał miejsce pod koniec stycznia 1942 roku i na który złożyły się wystąpienia w większości publikowane później w pierwszym numerze „SiN-u”:

korektę robiłem u ciotki w kuchni. przed piątą poszedłem na miejsce. kompozytor grał jakąś własną kompozycję. panna haneczka ubrana jakoś czarno, ładnie siedziała na kanapie i przyglądała mi się, nie wiem dlaczego. goście spóźniali się. bojarski także. dopiero po piątej tłok. nosiliśmy palta do sąsiedniego pokoju, witaliśmy znajomych i układaliśmy swoje menu. czytałem trzeci z kolei. Najpierw bojarski o nowej postawie człowieka tworzącego, później łoskot o malarstwie narodowym, później – ja i na końcu muzyk o nowym stylu muzyki i bojarski „biegiem w głąb życia”. polemika dotyczyła mojej pracy i łoskota. tamtym darowano. więcej: bojarski odniósł swą nowelą wielki sukces.

(Andrzej Trzebiński, Pamiętnik, oprac., wstęp i przypisy Paweł Rodak, Warszawa 2001, s. 57-58, zapis z 26 stycznia 1942)

 

Pierwszy numer „Sztuki i Narodu” ukaże się z datą „2 IV 42” na stronie tytułowej, a zacznie być kolportowany pod koniec marca 1942. Redaktorem naczelnym zostanie Onufry Bronisław Kopczyński, który będzie sprawował tę funkcję do swojego aresztowania na przełomie 1942 i 1943 roku (zmarł na tyfus w obozie koncentracyjnym na Majdanku kilka miesięcy później). Po nim (od numeru 6) redakcję przejmie na pół roku Wacław Bojarski (rocznik 1921) – poeta, prozaik, publicysta i bardzo energiczny organizator funkcjonowania pisma w jego pierwszym okresie.

 

Wacław Bojarski weźmie udział, razem z Tadeuszem Gajcym i Zdzisławem Stroińskim (link zob. Biblioteka „Sztuki i Narodu”), w słynnej (niestety złą sławą) i tragicznie zakończonej akcji złożenia wieńca pod pomnikiem Mikołaja Kopernika w dzień po czterechsetnej rocznicy jego śmierci, 25 maja 1943 roku. Wszyscy trzej musieli się wtedy ewakuować po tym, jak Gajcy oddał strzały do „granatowego” policjanta, który ich zauważył. Jednak tylko Gajcemu udało się uciec. Stroiński trafił na Pawiak; niemal cudem po dwóch miesiącach doprowadzono do jego uwolnienia. Złapanemu przez niemieckich żandarmów Bojarskiemu strzelono w brzuch i, po przesłuchaniu, przewieziono do „szpitala Pielęgniarek” przy ul. Koszykowej. Dzień później Bojarski i Halina Marczak „Natalia” wzięli w tym szpitalu ślub, którego udzielił im kapelan Konfederacji Narodu o. Józef Warszawski. Bojarski miał poszarpaną wątrobę, którą operowano. Jednak konsekwencją rozległych obrażeń wewnętrznych było zapalenie opłucnej. Zmarł 5 czerwca 1943 roku wieczorem. Jego śmierć była wielkim wstrząsem dla środowiska „Sztuki i Narodu”, zwłaszcza dla Andrzeja Trzebińskiego, jego najbliższego przyjaciela i współpracownika. Trzebiński poświęci mu wiele linijek w swoim dzienniku, napisze także obszerne, przejmujące Wspomnienie o Przyjacielu, opublikowane w podwójnym numerze „Sztuki i Narodu” (9-10) latem 1943 roku. Patos czasu wojny, w której śmierć i życie tak bardzo zbliżyły się do siebie, będzie w tym wspomnieniu obecny na równi z ironią i groteskowym ujęciem okupacyjnej codzienności:

Ale przyjaźń nasza miała tylko trzy lata, niecałe nawet i kiedy myślę o Tobie, nie mogę się w ogóle zwracać w przeszłość. Zawsze widzieliśmy siebie i chcieliśmy się oglądać jedynie na tajemniczym tle Historii, która dopiero czeka – utajona i wielka. Tam muszę patrzeć dzisiaj. Ale to sięganie wspomnieniem wspólnej przeszłości nie daje ukojenia. Niepokoi i boli. Twój cień, cień, jaki rzuca na tło przyszłości żywy, młody człowiek oczekujący historii – znikł nagle. Kim mogłeś być – ? Nie wiem. Boje się z góry określać to wszystko na podstawie migającego płomienia konturu Twego Cienia. Nie wiem. Naprawdę. Ale wiem, że gotując się do szturmu na życie, powtarzając owo urzekające „bagnet na broń” wobec wojennej rzeczywistości, ufaliśmy, iż w chwili śmiertelnego skrzyżowania „białej broni” krzyk bojowy jednego z nas wspomoże, ożywi, wskrzesi nawet – drugiego. Nie. Nie wspomoże, nie ożywi, nie wskrzesi. […] Był, zdaje się, listopad: długie noce, bardzo zimno już. Pisywaliśmy po cudzych mieszkaniach albo we własnych kuchniach. „To heroizm jednak – mówił – zachować samotność twórczą nie tylko wobec ludzi, ale nawet wobec gotującej się zupy…” – „Pomidorowej, w dodatku” – zrobiłem aluzję do tego gastronomicznego motywu z pisanej wtedy przez Niego noweli Biegiem w głąb życia – „No, cóż – przytaknął – niech już będzie pomidorowa.” […] Rozumiałeś jak mało kto, że obok wszelkich plonów, wyników i osiągnięć istnieje moment samej pracy człowieka i jej etycznej wartości. To przede wszystkim miałeś na myśli, mówiąc mi kiedyś w zimie; „Myślę, że bohaterstwo polega nie na tym, iż nie poddajemy się przemocy w pewnych, zwłaszcza w efektowanych momentach, ale na tym, iż się nie poddajemy w żądnym wypadku, nigdy. Kiedy mając cały dzień zabity pracą, mając odmrożone ręce i uszy i jadąc zapchanym wariacko tramwajem – wyjmuje się naraz z kieszeni jakiś tom Szekspira, Kochanowskiego czy Tomasza z Akwinu i zapada się w piętnastominutową lekturę, to mam wrażenie, że to jest istotą prawdziwego, dzisiejszego bohaterstwa…”

(Andrzej Trzebiński, Wspomnienie o przyjacielu, w tegoż: Aby podnieść różę. Szkice literackie i dramat, wybór i oprac. Maciej Urbanowski, Warszawa 1999, s. 115-116, 117, 121)

 
Kolejnym redaktorem „Sztuki i Narodu” będzie właśnie Andrzej Trzebiński, który przygotuje dwa podwójne numery (9-10, 11-12). Po jego aresztowaniu i rozstrzelaniu redakcję obejmie Tadeusz Gajcy (rocznik 1922) – poeta, prozaik, dramaturg, krytyk literacki, publicysta. Od 1941 roku był studentem drugiego rocznika polonistyki na podziemnym Uniwersytecie Warszawskim (m.in. ze Zdzisławem Stroińskim i Władysławem Bartoszewskim). Redagował „Sztukę i Naród” (numery 13, 14-15, 16) aż do Powstania Warszawskiego, w którym wziął udział i w którym zginął, tak jak inny wybitny poeta środowiska „Sztuki i Narodu” – Zdzisław Leon Stroiński (rocznik 1921) (link zob. Biblioteka „Sztuki i Narodu”) oraz nieco młodszy od nich Wojciech Mencel (rocznik 1923), który po śmierci Gajcego został wyznaczony do objęcia funkcji redaktora naczelnego „Sztuki i Narodu”, ale funkcji tej podjąć już nie zdążył.
 

W sumie więc „Sztuka i Naród” miała czterech redaktorów (Kopczyński, Bojarski, Trzebiński, Gajcy) i 16 wydanych numerów (w tym 4 podwójne). Pismo było finansowane przez Konfederację Narodu i powielane w Biurze Technicznym KN-u (m.in. w mieszkaniu przy Rynku Starego Miasta oraz na Mariensztacie), a następnie (od nr 11/12) drukowane w Tajnych Wojskowych Zakładach Wydawniczych na Polu Mokotowskim (co znacznie podniosło jego koszty; w Pamiętniku Trzebiński wielokrotnie wspomina o poszukiwaniu środków niezbędnych na druk SiN-u). Jego nakład w pierwszym okresie wynosił ok. 200 egzemplarzy, potem wzrósł do 500, a ostatecznie do 1000 egzemplarzy. Ostatni, 16 numer pisma, wydany tuż przed Powstaniem, nie zdążył już być kolportowany; cały nakład spłonął w powstańczej Warszawie. „SiN” był kolportowany przez kolporterki związane z Kolportażem Konfederacji Narodu, m.in. przez siostrę Andrzeja Trzebińskiego – Zofię, która tak to wspomina:

 
 
 
Była taka uliczka przepiękna, Mariensztat – już nie istnieje ta ulica, bardzo stroma, koło św. Anny. Schodki bardzo, bardzo strome i malutkie domki. W jednym z tych małych domków, na początku tej uliczki, na górze, był powielacz i Janusz Kalinowski ciągnął wałkiem po tych kliszach białkówkach i robił odbitki SiN-u. Potem ja przychodziłam, czekałam często, bo jeszcze nie wyschły, pakowałam i leciałam na miasto. Miałam rozdzielnik w głowie, komu mam dostarczyć. […] Pamiętam, na Bielanach był taki dom dziwny, gdzie Zagórski mieszkał, chyba Andrzejewski, i chyba Miłosz. Im wszystkim dostarczałam pismo. Poza tym różnym osobom – cała polonistyka tajna była zainteresowana tym, bardzo się garnęła do sinowców. Na wszystkie wieczory przychodzili, na różne dyskusje. Mnie chodziło o to, żeby jak najwięcej tych numerów rozkolportować. Tak wyglądała moja praca.

(Rozmowa z Panią Zofią Trzebińską-Nagabczyńską, „Magdaleną”, malarką, siostrą Andrzeja Trzebińskiego, rozmawia Maria Dorota Pieńkowska, w: Sztuka i Naród [katalog wystawy w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie 30 lipca-30 grudnia 2014], Warszawa 2014, s. 58)

„Sztuka i Naród” była pismem ludzi bardzo młodych, dwudziestoletnich. Choć pierwszym redaktor, Onufry Bronisław Kopczyński był nieco starszy i bardzo zaangażowany w prace Konfederacji Narodu, choć Włodzimierz Pietrzak był dla tych młodszych autorytetem, to nie oni decydowali o kształcie pisma, w którym trudno byłoby zobaczyć trybunę KN-u. Choć każdorazowy kolejny redaktor „Sztuki i Narodu” nie tylko należał do Konfederacji Narodu, ale i wchodził w skład jej kierownictwa, biorąc udział w zebraniach i odprawach KN-u, to „SiN” nie był jej trybuną propagandową, zachowywał daleko idącą niezależność.

We wspomnieniach dotyczących środowiska „Sztuki i Narodu” często wspomina się o ich związkach z Konfederacją Narodu, nigdzie jednak w tych wspomnieniach nie utożsamia się „SiN-u” z „KN-em”. Raczej zwraca się uwagę na odrębność młodych twórców i na znaczenie tworzonej przez nich literatury, które już w czasie wojny było rozpoznawane. „Sztuka i Naród” cieszyła się dużą popularnością wśród studentów podziemnego UW oraz w środowiskach literackich okupowanej Warszawy:

Popularność SiN-u ugruntowana była jego pierwszeństwem i długotrwałą jak na czasy okupacji ciągłością, a przede wszystkim nazwiskami kilku młodych pisarzy, wśród których na czoło wysuwali się Gajcy, Stroiński i Bojarski. Nie wiem, czy i kto ślepił źle odbite kartki z programowymi czy dyskusyjnymi artykułami, ale pamiętam dobrze, jak ja sama i wiele innych osób odczytywało cierpliwie zatarte nieraz litery nowych wierszy Gajcego, liryków prozą Stroińskiego czy nowel Bojarskiego. […] Były tam zerwania i nawroty w stosunku do „patronów”, w każdym razie w żadnym wypadku nie można traktować publikujących w tym piśmie młodych artystów jako wyznawców ideologii polskiego faszyzmu, reprezentowanej przez mocodawców pisma.

(Wanda Leopold, w: Z dziejów podziemnego Uniwersytetu Warszawskiego. Wspominają: Tadeusz Kotarbiński, Henryk Hiż, Krystyna Dąbrowska, Jerzy Pelc, Julian Krzyżanowski, Wanda Leopold, Tadeusz Manteuffel, Jadwiga Karwasińska, Krzysztof Dunin-Wąsowicz, Tadeusz Sołtan, Warszawa 1961, s. 195)

 

W zasadzie oprócz artykułu Włodzimierza Pietrzaka Czego Polska oczekuje od swej sztuki?, żadnego innego tekstu nie można by uznać za prostą wykładnię programu Konfederacji Narodu. W ogóle poza tym artykułem i trzema tekstami Kopczyńskiego (jednym o „problemie stylu w nowej muzyce polskiej”, drugim „o filmie abstrakcyjnym”, trzecim prezentującym wyniki konkursu poetyckiego „SiN-u”), jeszcze tylko kilka pozycji (na blisko 150, jakie opublikowano w szesnastu numerach) było autorstwa osób spoza pokolenia wojennego (artykuł Kultura i granice Witolda Bieńkowskiego, dwuczęściowy Uniwersalizm w kulturze o. Józefa Warszawskiego, jeden wiersz i dwie recenzje Jerzego Zagórskiego). Cała reszta to utwory poetyckie, prozatorskie, krytyczne i publicystyczne Bojarskiego, Trzebińskiego, Gajcego, Stroińskiego i niektórych ich kolegów („Sztuka i Naród” była wyjątkowo zmaskulinizowana i wśród autorów ani razu nie pojawiła się kobieta, co odróżniało to pismo choćby od „Drogi”, gdzie kobiety publikowały, a redaktorką i jedną z najważniejszych autorek była Ewa Pohoska).

 
W sumie w 16 numerach pisma opublikowano m.in. 39 wierszy (najwięcej Gajcego i Stroińskiego), 3 fragmenty poematów (wszystkie Gajcego), 8 opowiadań (Bojarskiego i Gajcego) i urywki dwóch powieści (Trzebińskiego i Gajcego). Stałą pozycje w piśmie miały także artykuły publicystyczne, które zwykle przybierały kształt pamfletów, manifestów bądź wystąpień programowych (tu autorami byli przede wszystkim Trzebiński, Bojarski i Gajcy). Poetyka manifestu sprzyjała ostrości tych wystąpień, gdzie ironia (Udajmy, że istniejemy gdzie indziej Trzebińskiego), odrzucenie (Już nie potrzebujemy Gajcego), antynomia (Pokolenie liryczne i dramatyczne Trzebińskiego) lub postulat nowości (O nową postawę człowieka tworzącego Bojarskiego) wysuwały się na pierwszy plan. SiNowcy bezpardonowo atakowali swoich poprzedników z dwudziestolecia międzywojennego, przede wszystkim poetów Skamandra („Skamander – pisał Gajcy – zrodził się w kabarecie. To przesądziło jego los”) widząc nie tylko w ich „stylu poetyckim, ale poglądzie na życie” przejaw „beztroskiej radości życia i zaślepienia urokami świeżego pokoju”, która w efekcie „niszczy gruntownie siłę i głębię tego życia” (Trzebiński). Trzebiński i jego koledzy nie oszczędzali także „panów intelektualistów”, jak nazywali wielu twórców z pokolenia 1910 (m.in. Czesława Miłosza), których postawę wobec wojny miał według nich cechować przede wszystkim dystans, brak zaangażowania, „Wielka Gwiaździsta Emigracja”. Nie przeszkadzało im to fascynować się poezją Miłosza (jego Kołysanka należała do ich ulubionych utworów), tak samo jak wieloma innymi pisarzami Dwudziestolecia – Zagórskim, Czechowiczem, Gałczyńskim, Przybosiem, Witkacym, Gombrowiczem, Liebertem.
 

Nie była to jedyna sprzeczność, jaką możemy odczytać z kart „Sztuki i Narodu”. Jeżeli w manifestach Bojarski, Trzebiński i Gajcy posługiwali się językiem retorycznym, kategorycznym, a nierzadko patetycznym, to już ich twórczość literacka stroniła od takiego języka. Jest w niej krytyczny dystans, ironia, przenikliwość spojrzenia; zamiast buńczucznych haseł, pewności siebie, wiary w moc i siłę człowieka – smutek, gorycz, tęsknota. Ich ulubionymi formami i gatunkami literackimi staną się liryk prozą i groteska. To one pozwalały opanowywać artystycznie bieżące doświadczenia okupacyjne, nadawać im sens uniwersalny, wykraczać poza literaturę, która byłaby jedynie świadectwem ludzkiego czy narodowego cierpienia. Jeśli twórcy „Sztuki i Narodu”, przede wszystkim Trzebiński, postulowali tworzenie „sztuki prawdziwie etycznej”, będącej wynikiem „postawy bezpośredniego stosunku do rzeczywistości”, to miała to być w ich rozumieniu sztuka tworzona przez artystę, który świadomy jest swego miejsca w historii, związków łączących go ze współczesnością i z doświadczeniami wspólnoty narodowej, do której należy (dlatego swoje pismo zaopatrzyli w motto z Cypriana Kamila Norwida „Artysta jest organizatorem wyobraźni narodowej”). A jednocześnie sztuka daleka tak samo od tradycji literatury martyrologicznej, jak od bieżącej użyteczności, od „aktualnego zamówienia społecznego na pseudoestetyczne laurki patriotyczne” – jak pisano w tekście od Redakcji otwierającym numer 7 z kwietnia 1943 roku (był to zarazem jedyny numer, w którym ukazała się Informacja „Powielono w Biurze Technicznym KN”).

 
„Sztuka i Naród” nie była pismem tylko literackim, ale jednak przede wszystkim literackim. Poza twórczością prezentowaną na jej łamach ważne miejsce zajmował dział recenzencki, w którym starannie omawiano najważniejsze publikacje literackie ukazujące się w obiegu konspiracyjnym. Recenzowano więc antologie okupacyjne, takie jak Pieśn niepodległa, Werble wolności czy Słowo prawdziwe, krytykując autorów starszych generacji (Słonimskiego, Tuwima, Broniewskiego) jako tych, którzy nie potrafili „oryginalnie, do głębi artystycznie przeżyć dziejącej się wojny”, którzy – według SiNowców – nie dostrzegali, że dotyczy ona samym podstaw ludzkiego świata, a nie jest tylko, choćby najstraszniejszą, osobistą lub narodową tragedią. Spierano się także w piśmie z poezją rówieśników, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego czy Tadeusza Borowskiego – odrzucając ją tam, gdzie dopatrywano się „duchowego patosu”, ale zarazem doceniając w niej „piętno indywidualności dojrzewającej” (jak pisał Gajcy o Baczyńskim). Nie oszczędzano także samych siebie krytycznie oceniając i wytykając niedociągnięcia w tomikach Gajcego i Stroińskiego opublikowanych w Bibliotece „Sztuki i Narodu”.
 

Nieco inaczej było w przypadku artykułów publicystycznych dotyczących kwestii kulturowych i politycznych, gdzie krytycyzm młodych SiNowców nie był tak wyostrzony, a przenikliwość sądów tak przekonująca. Bojarski, Trzebiński i Gajcy odwoływali się w nich do koncepcji tworzonych w Konfederacji Narodu i do jej frazeologii, używając takich określeń, jak „mocne dobro”, „silny człowiek”, „kultura imperialna” czy „Imperium Słowiańskie”. Każdorazowo jednak starali się nadać im własne rozumienie. Choć ich publicystyka była nasączona frazeologią Konfederacji Narodu, a pojawiała się w niej także nuta antysemicka (zwłaszcza wtedy, kiedy pisano o twórcach Skamandra), to Bojarskiego, Trzebińskiego czy Gajcego nie można nazwać po prostu ideologami czy teoretykami KN-u. Ich wizje literatury, sztuki, kultury nie były wariantami partyjnego programu. Niezależnie od tego, że nie mogli uwolnić się od jego języka.

Młodzi twórcy ze środowiska „Sztuki i Narodu” swej konspiracyjnej działalności literackiej i kulturalnej nie ograniczali tylko do wydawania pisma. Już na samym początku rozpisali w 2 numerze „SiN-u” konkurs poetycki, w którym jedną z nagród przyznano Tadeuszowi Gajcemu, co znaczyło początek jego związania się z pismem. W kolejnych numerach regularnie ukazywały się jego wiersze i poematy, tak że wkrótce stał się on największą osobowością poetycką pisma. Po powstaniu Biblioteki „Sztuki i Narodu”, dwa z trzech tomów, jakie się w niej ukażą, będą tomami poetyckimi Gajcego (Widma oraz Grom powszedni). Tom trzeci stanowić będzie zbiór liryków prozą Okna Leona Zdzisława Stroińskiego (link Biblioteka „Sztuki i Narodu”).

 

Jeszcze inną formę działalności stanowiła Scena Eksperymentalna, powołana do życia przez Wacława Bojarskiego, Stanisława Marczaka i Tadeusza Sołtana, która zorganizowała kilka przedstawień w prywatnych mieszkaniach na podstawie tekstów Witkacego, Gombrowicza i Gałczyńskiego. Wreszcie w późniejszym okresie istnienia tego środowiska doszło do stworzenia Ruchu Kulturowego, który miał być płaszczyzną porozumienia między różnymi grupami pokolenia wojennego, a zarazem był zamierzony przez Andrzeja Trzebińskiego jako zbiorowy wysiłek przebudowy polskiej świadomości kulturowej. Tych ambitnych zamierzeń nie udało się zrealizować, między innymi dlatego, że Trzebiński chciał kierować Ruchem w sposób zdepersonalizowany i niemal autorytarny, o czym sam pisał w swoim dzienniku.

Już po śmierci Trzebińskiego wydano pierwszy numer bardzo ciekawie się zapowiadającego pisma Ruchu Kulturowego „Sprawy Kultury”, redagowanego przez Tadeusza Sołtana. Miało ono „spełniać rolę organu teoretycznego RK, a także stwarzać warunki do wymiany poglądów z jednostkami i grupami o różnych motywacjach światopoglądowych” (Sołtan). W pierwszym, a zarazem ostatnim numerze pisma odwoływano się do tradycji Mochnackiego, Norwida, Brzozowskiego, tradycji myśli o kulturze narodowej samodzielnej i dojrzałej, świadomej stojących przed nią zadań i samostwarzającej się w wysiłku ich praktycznej realizacji, a zarazem dalekiej od „zastygłej megalomanii” czy „martwej autoafirmacji na drodze cierpienia”, powodujących jej odgrodzenie od Europy i świata oraz przyczyniających się do „szowinizmu, zawierającego w sobie nieuchronny zarodek zbrodni”.

 
Inny rodzaj aktywności, który – poza pisaniem i redagowaniem – udawał się młodych twórcom z tego środowiska najlepiej, stanowiły wieczory autorskie, na których czytali swoje utwory. Były one nie tylko sposobem prezentacji, ale i promocji własnej twórczości. A jednocześnie miały postać spotkań towarzyskich, kiedy literatura stawała się istotnym składnikiem wspólnego, zbiorowego doświadczenia. Jeden z takich wieczorów opisuje obszernie Andrzej Trzebiński w swoim Pamiętniku.
wacław urządzi mi prawdziwy wieczór autorski. było wspaniale. spóźniłem się – jak zawsze – pół godziny. wyleciał groteskowo wygrażający i rozemocjonowany. w drzwiach ujrzałem księdza. robię panu gębę – mówił wacław – jest ksiądz, jest w ogóle cały tłum. był „tłum”. elita poetów en complet, nawet ten nowy - trzynasty. na otomanie dziewczyny. sylwia także, o nią przecież chodziło. marysia obok. małgorzata, jeszcze któraś. reprezentant „władzy”: kubica. ludzie nieznajomi. widok piętnastu zniecierpliwionych, wyczekujących osób zrobił mi wspaniale. musiałem zacząć od improwizacji: zgubiłem, a raczej zostawiłem przez pośpiech „dekoracje aktu I”. po pierwszym akcie miałem chrypkę. poprosiłem o picie. bronisław przyniósł wodę. w drugim akcie ryczałem. w trzecim ryczeliśmy wszyscy. czytałem wyjątkowo dobrze, mam wrażenie. atmosfera niezwykłości i potęgowania wytrzymana do końca głosowo, nawet mimicznie. bronisław śmiał się wspaniale. wacławowi nasuwały się cenne uwagi krytyczne, ale także był podniecony. podobała mu się bardzo. po trzecim akcie nalano mi do kubka – „wińska”. później żarcie zbiorowe. „bruder” z bronisławem i wacławem. małgorzata była wniebowzięta. w ogóle wszystkich napompowałem tą dziką atmosferą.

(Andrzej Trzebiński, Pamiętnik, oprac., wstęp i przypisy Paweł Rodak, Warszawa 2001, s. 110-111)

 
„Dzika atmosfera” panowała często nie tylko na wieczorach autorskich SiNowców, ale i tam, gdzie się pojawiali. Taki był ich sposób zachowania, pełen drapieżności, młodzieńczej brawury, kpiny, żartu, ironii, manifestacyjnie obnoszonej wyższości czy pogardliwego spojrzenia. Kpiny i roni uczyli się między innymi od Gałczyńskiego, Witkacego i Gombrowicza. Słynna jest ich „napaść” krytyczna na Czesława Miłosza na jednym z wieczorów na wiosnę 1942 roku, na którym czytał on swój esej o twórczości André Gide’a Zupełne wyzwolenie. Sam Miłosz będzie potem, już po wojnie, wspominał ten wieczór nie szczędząc krytycznych uwag pod adresem środowiska „SiN-u”, zwłaszcza Andrzeja Trzebińskiego.

Głos Czesława Miłosza był jednym z bardzo wielu głosów dotyczących tego środowiska. Po wojnie polemiki, dyskusje, spory o „Sztukę i Naród” pojawiały się z regularnością kilku, kilkunastu lat. Zwykle były to spory bardzo emocjonalne, nie pozbawione napastliwości z jednej strony (nazywano nawet to środowisko „faszystami z SiN-u”) oraz bezkrytycznego zachwytu z drugiej. Nikt jednak młodym twórcom ze „Sztuki i Narodu” nie odbierał ich znaczenia i ważnego miejsca na mapie polskiej literatury i kultury XX wieku. (Głosy o Andrzeju Trzebińskim i „Sztuce i Narodzie”).

Z jednej strony było to środowisko nadzwyczaj dynamiczne, kipiące wprost pomysłami. Z drugiej strony pomysły te nie zawsze były samodzielne i przybierały oryginalny kształt. To, co w literaturze osiągnęło postać dojrzałą, w publicystyce nie wyszło poza fazę zapowiedzi. Nie wiadomo, jak zapowiedzi te rozwinęłyby się po wojnie. Nikt z najważniejszych postaci tego środowiska wojny nie przeżył. Tym bardziej podziw budzi to, jak wiele, w tak krótkim i tak trudnym czasie, udało im się dokonać.